TAKI SE rok na Wyspie

Minął już rok od mojej przeprowadzki do Irlandii Północnej!

Planując spisanie i podsumowanie refleksji na ten temat, stwierdziłam, ze przecież Facebook ma opcję WSPOMNIENIA to mi przypomni, nie? No NIE.

Jak to jest, pytam głównie Państwa Technologicznie Mądrzejszych, jak działają te całe algorytmy, że przypomina mi o tym, że mój przyjaciel dziewięć lat temu przygarnął kota, któremu wypadł odbyt i nazwał go Zbychu, ale NIE, że przeprowadziłam się na drugi koniec świata?!

Przez ten rok na Wyspie dużo się nauczyłam o świecie i o sobie.

Pracowałam tu w fabryce koszmarów z majonezem, a teraz pracuję w pączkarni ze snów. Widziałam miejsca zwyczajne i takie, których nie sposób zapomnieć. Niektórzy poznani tu ludzie wzbogacili mój świat, inni zrobili w nim niezły bałagan. Czasem przeżywałam przygody swojego życia, innym razem wynudziłam się na śmierć. Odkryłam, że niekoniecznie chodzi o miejsca, rzeczy i ludzi, ale koniecznie o to, jak je postrzegam i jak na nie reaguję. Zdałam sobie sprawę, że mogę wszystkiego się nauczyć i dostosować się do każdych warunków otoczenia, co oczywiście nie oznacza akceptacji tych niekorzystnych.

Rok na Wyspie - wybrzeże Irlandii Północnej
Photo by K. Mitch Hodge on Unsplash

Zakochałam się w Irlandczykach.

Ludzie ci są niezwykle mili i uroczy. Czasem mam wrażenie, że dla nich nic nie jest problemem (Okie, no problem) i nie należy się niczym zanadto przejmować (No worries). Mijając się na ulicy, zamiast ponurego dobry, zdawkowego elo czy leniwego kiwnięcia głową, wybiorą sympatyczne How are you? albo small talk w pigułce, na przykład: Lovely weather, init? Generalnie lubią sobie pogadać o wszystkim i o niczym. Albo pośpiewać.

Widziałam miejsca niezwykłe i widoki zapierające dech w piersiach.

Odwiedziłam miejsca przepiękne jak Grobla Olbrzyma, magiczny Las Wróżek, tętniący życiem Belfast i płynący rzeką pysznego piwa Dublin. Bywałam też w miejscach dziwacznych. Jednym z nich było centrum handlowe, w którym wali krowim plackiem. Pewnie dlatego, że jest częściowo otwarte i znajduje się pośrodku niczego. Jak wszystko tutaj, tak po prawdzie. Otaczają mnie połacie zieleni, której ilość w tym kraju jest pozytywnie przytłaczająca.

Większość czasu padało, pada albo zaraz będzie padać.

Deszcz jest nieodzownym elementem życia. Nie jest za to powodem, by odwoływać jakiekolwiek plany, w tym spacery i przejażdżki. W Irlandii Północnej zdałam sobie sprawę, że naprawdę lubię deszcz. Jest w nim coś oczyszczającego, magicznego… Jasne, czasem tęsknię za słońcem, bo jest tutaj rzadkim gościem. Jak już się pojawia, zdarza mi się wybiec na ogród i usiąść z moim Hop House Lager na krzesełku pomiędzy krzakiem, a piecem na olej. Jaki kraj taki ogród.

Rok na Wyspie - deszcz w Belfaście
Photo by Enrica Tancioni on Unsplash

Już niemalże zawsze rozumiem północnoirlandzki akcent.

Już prawie nie muszę udawać, że czaję. Zresztą teraz, jeśli już się to zdarza, mam nową taktykę i zamiast się uśmiechać, mówię ALL RIGHT. Jest to zresztą zwrot używany niezmiernie często przez tubylców. Mówi się tak, jak jest spoko albo jak po prostu jest. Zamiast dzień dobry, jak kogoś mijasz. Zawsze i wszędzie. Słyszałam to już tyle razy, że jestem pewna, iż do końca mojego życia będzie WSZYSTKO DOBRZE. Kolejnym takim słowem kluczem jest sorry. Łapię się czasem sama na używaniu go w nadmiarze. W ogóle jakie to jest tutejsze, trochę dziwne i na maksa urocze. Mówisz sorry jak ty coś zrobisz, jak ktoś coś zrobi i jak nikt nic nie zrobi też. Czego nie rozumiesz?

Tęsknota przychodzi falami.

Czasem nie tęsknię wcale, a czasem nagle ściska mnie mocno, tam w środku. Bywa, że tęsknię za ludźmi i miejscami. Nie wszystkimi, rzecz jasna. Za moimi ludźmi i moimi miejscami. Smakami, zapachami, kolorami, wyśmienitą kawą i ulubioną pizzą. Za sernikiem Agaty, grzybową mamy i ogórkami taty. Niby umiem sobie upiec podobny sernik, Pan Paczka dostarcza nam co jakiś czas grzyby, nazbierane w polskim lesie, a w jednym z Polski Skleps można kupić małosolne. Ale to nie TO.

Czasem jest dobrze, a czasem niedobrze, czyli TAK SE.

Emigracja ma swoje plusy i minusy. Są tu ludzie, rzeczy i miejsca, które uwielbiam. Są takie, których nie rozumiem albo nie lubię. Tak jak w Polsce.

Jedno wiem na pewno – ten rok na Wyspie to niesamowity czas. Potrzebowałam tej zmiany otoczenia i nawet gdybym mogła cofnąć czas, nie wybrałabym inaczej. Może i dobrze zapuścić korzenie, ale wszystko wskazuje na to, że nie jestem drzewem. Gdybym się tutaj nie przeprowadziła wiele bym straciła, w dodatku nie wiedząc, ile tracę…

TAK SE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *