TAKA SE PRZEPROWADZKA

Przeprowadzka na drugi koniec świata (a umówmy się, przenosiny swojego jestestwa o dokładnie 2088 km można tak określić) jest TAKA SE.
Z jednej strony ciekawość i ekscytacja. Bo nowe i inne.
Z drugiej strach i niepewność. Bo nowe i inne.

Jakbyście zastanawiali się kiedyś czy można tak wszystko pierdolnąć i jechać w Bieszczady do Irlandii Północnej, to już śpieszę z odpowiedzią – TAK, MOŻNA. Jak taka mała, krucha, wrażliwa istotka jak ja dała radę to każdy powinien. Trochę trzeba odwagi, owszem. Ale zgodzę się też z Okuniewską (kto nie zna najlepszych podcastów ever ten z policji), że to nie do końca jest odwaga, a DESPERACJA.

Taka przeprowadzka jest TAKA SE.

Nowy start = SUPER. Zostawić wszystko, co kochasz = NIESUPER.
A to równanie jest proste jak drut: SUPER + NIESUPER = TAK SE.

SŁABE było pakowanie. Tak sobie weź i spakuj swoje życie do tych walizek. Na pewno musisz wykupić bagaż rejestrowany i dodatkowy podręczny. I dopakować się do walizki brata. I dać zarobić firmie kurierskiej też.
Za to WSPANIAŁE były widoki po drodze do nowego domu. Ta wszechobecna zieleń, góry, łąki i krowy. Mnóstwo krów. Te piękne ceglane domki. Całe osiedla domków jak z Privet Drive. Całe miasteczka takich Privet Drive.

przeprowadzka do irlandii
Bardzo NIESUPER były pożegnania.

Zwłaszcza, że ich nie znoszę. Ale lepiej się pożegnać, niż nie. Nawet trzymałam fason i nie płakałam. Chociaż ta mała dziewczynka we mnie owszem. Trzeba było pożegnać nie tylko ludzi, takich jak przyjaciół, kumpli, koleżanki z pracy, rodziców, ciotki, babcie, wujków i wszystkich świętych, którzy balują w niebie (Kocham was mocno).
Trzeba było też pożegnać miejsca, takie jak dom, praca, a w moim przypadku nawet dwie, ulubione knajpy, kawiarnie i w ogóle różne winkle. Ja to jeszcze postanowiłam pożegnać wszelkie porażki i smuteczki. To już było pożegnanie bardziej z kategorii SUPER.

BOSKO było za to zobaczyć swój nowy dom.

Bo jest duży, piękny i przytulny. Taki brytolski, taki właśnie nie jak z bajki, tylko klimatycznego filmu. A znajduje się on na osiedlu całym takim w klimacie typical british. Ta nasza ulica to naprawdę jak Private Drive, tylko jeszcze lepsza. Ja nie mogę jeszcze do dzisiaj uwierzyć jak se podjeżdżam pod tę chatę, że to moja chata.

Że dałam radę! I did this!
Że tu mieszkam! I’m living here!
Że jestem w domu! I’M HOME!

Językowe sprawki też są TAKIE SE.

Jedziesz na takim trochę pewniaku (co za oksymoron!), bo przecież znasz angielski. Umiesz i czaisz. Aż się do ciebie ktoś zwraca po angielsku z northern irish accent i już wiesz, że nie umiesz i nie czaisz. Zawsze mogę się uśmiechać, prawda, i udawać, że: No jasne, że rozumiem. I odpowiadać Oh yes.
Chociaż Magda mówi, z wielkim przekonaniem, że:

Nie mówi się OH YES tylkooo YES!

Oczywiście bez przeszkód (difficulties) i przygód (adventures) się nie odbyło. Bo musi być równowaga, wiadomo. Jak spełniasz marzenia to na pewno ci życie w mordę porządnie przypierdoli. Nie może być za łatwo. Jak jesteś już o krok od osiągnięcia celu to jak się nie potkniesz, jak sobie kolan nie obijesz, jak cię szlag jasny nie trafi, krew nagła nie zaleje… to nie czujesz, że to TO.

Tak jest i nie ma co nawet tego rozkminiać. Wierzcie mi, bo ja, jako klasyczny overthinker, rozkminiacz miesiąca, pieprzony analyst of life meaning już to wszystko za siebie, za Was i za przyszłe pokolenia nawet, przemyślałam wzdłuż i wszerz. I przysięgam – nie ma co.
Tak jest, że źle i dobrze.

TAK SE.

4 myśli w temacie “TAKA SE PRZEPROWADZKA”

  1. OH sister! Mega potrzebny mi wpis! Zwłaszcza że w przyszłym roku czeka mnie emigracja do Hiszpanii! Kochana! Kibicuje Ci! I trzymam kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *