TAK SE chodzę

Zawsze przepadałam za spacerami. Przechadzki oddalają mnie od przytłaczającej czasem rzeczywistości, a zarazem zbliżają do otaczającego świata.

TAK SE chodzę po tym ziemskim padole.

Trochę ze mnie tak zwana powsinoga. Lubię się szwendać i obserwować. Zaglądać w podejrzane zakamarki, odkrywać ścieżki nieodkryte. Doświadczam świata spacerując po nim.

Jest więc dość zabawnym fakt, że los wyposażył mnie w ogromną miłość do wędrówek, a jednocześnie ZEROWĄ orientację w terenie. Zupełnie jakbym miała się gubić. Co się zdarza nad wyraz często. Moją pamięć w tej kwestii określiłabym jako obrazową wybiórczą. Dostrzegam wiele niepozornych szczegółów i kojarzę jakieś punkty, jak dziwaczne drzewo albo piękny dom, ale całej okolicy za nic nie ogarniam. Przydają się wtedy mapy w telefonie albo dobrzy ludzie, którzy ogarniają za mnie. Jestem niezmiernie wdzięczna za to, że na swojej pokrętnej drodze takich ludzi spotykam, bo bez nich już dawno bym się zgubiła. Na moje szczęście istnieją te cudowne dusze, które poprowadzą samochód na letnich oponach przez lodowiec albo znajdą drogę przez bagna podczas ulewy. Ci ludzie zasłużyli na moją dozgonną sympatię.

Tak se chodzę - dziewczyna spacerująca z balonami
Photo by Danilo Batista on Unsplash

Ze środków transportu zawsze wybiorę własne stopy.

Nie mogę tego zrobić w zasadzie tylko wtedy, kiedy wpisuję adres w Google i moim oczom ukazuje się komunikat pieszo 22h16min.

Inne środki lokomocyjne nie wpływają na mnie za dobrze. W samochodzie mój błędnik i żołądek tańczą jakiś sobie tylko zrozumiały taniec. Autobus brzmi jakby ktoś zapętlił ciężki bas i chciał wywołać migrenę u pasażerów, a do tego w powietrzu unosi się aromatyczna mieszanka potu, sosu z kebsa i żula. Chociaż, muszę przyznać, piętrowe autobusy w Irlandii mają swój urok i pozbawione są zapachu biedy. Kierowcy, na których trafiałam zawsze byli cierpliwi i mili. To się dobrze składa, bo ja mam zazwyczaj trochę pytań i garść wątpliwości, czy aby na pewno jestem w dobrym autobusie. I jeszcze prośbę, żeby mi powiedzieć kiedy wysiadam.

Samoloty, choć są wielkimi puszkami konserwowych ludzi, nie są złe. Samo latanie lubię, ale poważnie przerażają mnie lotniska. Jest tam masa ludzi jak na imprezie, a wcale nie ma zabawy. Zewsząd docierają do mnie przeróżne bodźce, dźwięki, zapachy i ja się absolutnie nie mogę wyluzować. Gubię się w tym niepokojącym chaosie i potem wbiegam przez bramki na ostatnią chwilę, bo w tym aspekcie to się nie uczę na własnych błędach.

Tak se chodzę - trampki
Photo by Flavio Gasperini on Unsplash

Moje stopy i wygodna para butów nigdy mnie nie zawodzą.

Nie stresują, nie powodują zawrotów głowy ani ataków paniki. Po prostu TAK SE chodzę.

Mieszkanie blisko centrum miasta podobało mi się głównie dlatego, że wszędzie było blisko z laczka. Uwielbiałam chodzić rano do pracy i patrzeć na Miasto Doznań budzące się do życia. Lubiłam targać torby wypełnione po brzegi warzywami i owocami z pobliskiego rynku. Sprawiało mi też satysfakcję wyprzedzanie samochodów stojących w korkach, wesoło stąpając sobie po chodniku. No bo sorry, ale nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że samochód + centrum miasta + godziny szczytu = porażka.

Lubię się szlajać i tyle. Iść przed siebie, gdzie mnie nogi poniosą. Albo skręcić w jakąś intrygującą alejkę, żeby zobaczyć dokąd prowadzi. Co zazwyczaj kończy się stwierdzeniem: Gdzie ja kurwa znowu wlazłam?! Może nawet kiedyś dojdę tam, gdzie pieprz rośnie.

Zastanawiając się dlaczego tak uwielbiam chodzić zrozumiałam, że jest to czynność, która doskonale pasuje do mnie jako osoby. W jakiś sposób honoruje bowiem najbardziej cenioną przeze mnie wartość – niezależność. W dodatku umożliwia mi korzystanie z najmocniejszej strony mojego charakteru, którą jest podziw dla piękna.

No więc TAK SE chodzę i podziwiam.

TAK SE.

3 myśli w temacie “TAK SE chodzę”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.