Plastikowy świat

Jak zwykle obserwuję świat, ale ostatnio, jak nigdy, brak mi słów. Dobra, to nieprawda. Słów mi praktycznie nigdy nie brakuje, a moje milczenie jest oznaką czegoś zupełnie innego. Ale o tym może innym razem.

Patrzę na ten plastikowy świat i ręce mi opadają. Szczęka też. A kamień z serca niestety nie.

Taka mnie refleksja ostatnio naszła, że mur, który wokół siebie zbudowałam miał mnie przed tym wszystkim uchronić, choć przyznam szczerze, ze nienajlepiej wykonuje swoją robotę. Miał uchronić mnie przed gównem tego spleśniałego świata, którego czasem tak bardzo nie rozumiem. Nie pojmuję stęchlizny emocjonalnej dzisiejszej ludzkości, jeśli ludzkością można ją jeszcze nazwać. Dlatego często zdarza mi się uciekać w marzenia, myśli, literaturę, sztukę. Czasem myślę, że sztuka to jedyne, co takim wrażliwcom jak ja czy inny Werter pozostało. Jeszcze jej nam nie zabrali, choć już ją sprzedali, jak wszystko…

Gratulacje Steve, GOOD JOB(s)

Zakazany owoc trzymamy dzisiaj dumnie w swoich rękach. Nie rzucę kamieniem, bo sama mam go właśnie w kieszeni. Ale myślę, że to jabłko jest tam nieprzypadkowo. Człowiek przecież zawsze najbardziej pragnie tego, czego nie może mieć. A obślizgły głos mówi weź se. I tak stoją owieczki obdarte z wszelkiej indywidualności z hasłem Think different, w kolejce do złotego cielca po ten zakazany owoc. Jabłko nadgryzione zębem czasu, stare jak ten świat. Odwieczny symbol bo mogę.

plastikowy świat - nadgryzione jabłko
Photo by Dainis Graveris on Unsplash

Bo mogę…

Kupię, bo mogę. Zapierdalam przecież grzecznie 8 x 5 x 4 x 12 i tak do usranej śmierci.
Zrobię, bo mogę. Bo mi ktoś powiedział, kołcz za dychę, że mogę wszystko, że mi się należy, że jestem zwycięzcą.
Wezmę, bo mogę. Jam jest władca świata, król tej planety.
Nakupuję i potem wyrzucę, bo lubię produkować śmieci i zagracać nimi moją planetę. Taka pasja.
Nie zjem i wyrzucę, bo nie jestem głodny i nikt inny też nie jest. Przecież marketowe półki uginają się od żarcia.
Nie naprawię zepsutego tylko na gratowisko dam, dołożę do sterty zepsutych sprzętów i zniszczonych żyć. Przecież nic nie trwa wiecznie jak pierdolony plastik.

Life in plastic, it’s fantastic.

Plastikowe twarze, cycki, dupy, serca. Dzisiejsza ludzkość wygląda czasem jak te smutne manekiny za sklepowymi szybami.
Sztuczni ludzie, słowa, relacje, życia.
Góry, doliny, lasy i wody sztucznizny.
Ocean plastiku – dosłownie i w przenośni.

Dzisiejszym człowiekiem jestem, nic co sztuczne nie jest mi obce.

manekiny - plastikowy świat
Photo by Xiaolong Wong on Unsplash

A ja się przyglądam i śpiewam sobie pod nosem razem ze Złodziejami Rowerów:

Tak wiem, tak czuję.
Plastikowa wizja świata.
Jest największym wrogiem mojej.

Tak, jestem wkurwiona. Jak nigdy. A zarazem spokojna, jak nigdy.

Okazuje się, że spędzanie większości czasu w swoim własnym świecie, nie jest wcale takie złe. Mój świat, choć można by powiedzieć, że wyimaginowany, jest prawdziwszy niż ten… prawdziwy.

Mój świat jest piękny.
W moim świecie nie ma odpadów, bo grzecznie segreguję i recyklinguję.
W moim świecie ludzie są ludźmi nie numerami, kolorami czy poglądami. Zwierzęta i rośliny są towarzyszami, nie produktami. Rzeczy mają duszę i historię, nie baterię i dwuletnią gwarancję.

Mój świat może i jest nieprawdziwy, ale chociaż nie jest plastikowy.
Tam sobie czasem uciekam… bo mogę.

TAK SE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *