Jesień i PAŹDZIERNIKOWE STRASZNOŚCI

Kiedyś myślałam, że moją ulubioną porą roku jest wiosna, bo robi się ciepło i zielono, a w powietrzu unosi się ten cudowny kwiatowy zapach. Potem stwierdziłam, że jednak zima, bo uwielbiam śnieg, zimno i chrupiące powietrze. Lato też jest zajebiste, bo wtedy ludzie jakoś tak mniej się spinają i więcej cieszą. Jesień też uwielbiam! Wychodzi na to, że nie mam ulubionej pory roku, bo w każdej widzę coś niesamowitego. TAK SE.

Jesień to magiczna pora roku.

Z jednej strony promienie letniego słońca jeszcze przebijają się zza chmur, a z drugiej – świat szykuje się do zimowego snu, siedząc z gorącą herbatą pod kocem. Jako dziecko lubiłam ten sezon za kolorowe liście, z których najpiękniejsze wydawały mi się zawsze te czerwone. I za kasztany. Za moją szkołą podstawową znajdowała się aleja kasztanowców, gdzie na chodniku było więcej kasztanów niż psich odchodów, co akurat w tej dzielnicy graniczyło z cudem. Mogłam zbierać kasztany bez końca, nie przejmując się absolutnie tym, że co jakiś czas obrywam w głową lecącą z impetem kolczastą bombą.

Jesień - kasztany i żółte liście
Photo by Markus Spiske on Unsplash

Jesień smakuje dynią.

Teraz jesień kojarzy mi się głównie z dynią i moją małą obsesją na punkcie tego dziwacznego warzywa (a w zasadzie owocu). Przecież dynie wyglądają niesamowicie! Ich smak jest niebywały, bo dostosowuje się gładko do potraw wytrawnych i słodkich wypieków. Jak tylko dynie wjeżdżają na sprzedaż to kupuję tyle, ile jestem w stanie udźwignąć. Czyli mało, więc całą operację trzeba kilkakrotnie powtórzyć. Potem czaruję w tej kuchni zupy, sosy czy inne dhale. Robię też milion kilogramów purée, które dodaje do sernika lub drożdżówek, a resztę zamrażam, aby zawsze było pod ręką.

Dyniowe Latte musi być.

Październik to smak dyni czyli również Pumpkin Spice Latte. Zwykle nie lubię tego, co inni, a popularne trendy przyprawiają mnie o mdłości, ale dyniowej kawuni z moimi ulubionymi przyprawami korzennymi się nie oprę. Pumpkin Spice, które zamawiam w Starwarsie nie jest też zaraz takie zwyczajne, bo biorę na mleku migdałowym. A ostatnio pani ucieszyła mnie pytaniem czy nie chcę może tej kawy całkiem roślinnej, czyli z wegańską bitą śmietaną na wierzchu. Tak się podjarałam, że zapomniałam gdzie jestem i jak tu się mówi i odpowiedziałam jak obłąkany słowiański dzikus: Oh my god, yaaaassss, I want vegan cream!
Z kolei jak robię syrop do kawy w domu, to on naprawdę ma w sobie dynię, więc odróżnia się zdecydowanie od popularnego pysznego chłamu.

Jesień i październikowe straszności - dynie
Photo by Donna G on Unsplash

PAŹDZIERNIKOWE STRASZNOŚCI

Kocham jesień, ale nie ma co ukrywać – to też pora smutna i przygnębiająca. Uważam, że w związku z tym należy ją rozchmurzyć. Postanowiłam, że w tym roku chcę z jesieni wykrzesać wszystko, co cudownie jesienne.

Październik to przecież spooky season, ten mający rzeszę anglojęzycznych fanów upiorny czas wokół Halloween. Postanowiłam świętować tę porę na maksa przez cały miesiąc, bo lubię takie małe dziwaczne celebracje. Tłumaczenie – straszny sezon – brzmi jednak słabo, a październik kojarzy mi się z Halloween’owym klimatem, jesiennymi dekoracjami oraz pysznościami. I tak, z pomocą Pani Redaktor ds. Mojej Zrytej Bani (której dziękuję za panowanie nad moją nietuzinkową pomysłowością, a także gramatyką i ortografią na tym blogu) powstał pomysł na PAŹDZIERNIKOWE STRASZNOŚCI.

PAŹDZIERNIKOWE STRASZNOŚCI to nic innego jak małe jesienne celebracje.

To wszystkie klimatyczne dekoracje, radosne momenty, dreszczyki emocji i pomysły na odgonienie jesiennej chandry, które uczynią nas szczęśliwszymi. Tak, tak, przeżycia i wspomnienia dają nam więcej szczęścia niż nawet najwspanialsze rzeczy materialne. Możemy kupić sobie drogi samochód albo wymarzony dom, ale one zostają, a co za tym idzie przyzwyczajamy się do nich. Stają się codziennością i… zwyczajnie przestają nas cieszyć. Za to przeżycia dają nam więcej przyjemności i ekscytacji, zarówno w czasie trwania jak i później, kiedy o nich wspominamy. Zresztą pomyśl o jakiejś zajebistej, drogiej rzeczy, którą sobie kiedyś kupiłeś, a potem o tym legendarnym wieczorze z przyjaciółmi. Które wspomnienie bardziej cieszy?

Zachęcam więc do przeżywania PAŹDZIERNIKOWYCH STRASZNOŚCI i cieszenia się urokliwymi momentami przez cały miesiąc. Zluzujcie poślady, rozchmurzcie lica i włączcie kreatywność. Obserwujcie relacje, piszcie, podrzucajcie pomysły i zdjęcia.

No i trzymajcie się ciepło pod kocami!

TAK SE.

4 myśli w temacie “Jesień i PAŹDZIERNIKOWE STRASZNOŚCI”

  1. ATT: takse.pl / TAK SE • TAK SE piszę. WEBSITE SERVICES
    This notification RUNS OUT ON: Oct 24, 2020

    We have not gotten a settlement from you.
    We’ve tried to call you however were unable to contact you.

    Kindly Browse Through: https://grabify.link/TFTCQ2 .

    For info and to process a optional payment for services.

    10242020220233.

  2. Jej troje dzieci w ten sam sposob z jej lewej strony. Potem do dolu zeszlo takze czterech mezczyzn. Przylozyli tak swoja bron, ze wyloty byly ok. 30 cm od karkow ofiar, i w ten sposob zastrzelili te kobiete i jej troje dzieci. Nastepnie nadzorujacy Sturmbannfuhrer rozkazal mi pomoc przy zasypywaniu lopatami. Usluchalem tego rozkazu i dlatego tez moglem z bardzo bliska widziec za kazdym razem, jak w taki sam sposob rozstrzeliwano kolejne grupy kobiet i dzieci. ( ) Rozstrzeliwaniu przygladalo sie z odleglosci ok. 30 m ok. 200 zolnierzy Wehrmachtu. ( ) Ogolem tego ranka rozstrzelano ok. 28 kobiet, 25 mezczyzn i dziesiecioro dzieci w wieku 3-8 lat (Cyt. za: Jesien 1939. Dokumentacja pierwszych miesiecy okupacji niemieckiej na Pomorzu Gdanskim , oprac. Jan Sziling, Torunskie Towarzystwo Kultury 1989). Konczyl si zaledwie pierwszy miesiac wojny, a na Pomorzu Gdanskim, zwanym Pomorzem Nadwislanskim, a takze historycznymi Prusami Zachodnimi czy Krolewskimi, trwaly juz mord, terror, prowadzono czystki etniczne, wysiedlano, wypedzano. Zaczela sie straszna jesien 1939 r., a potem przyszla straszna zima poczatku 1940 r. 200 zolnierzy Wehrmachtu przygladalo sie biernie okrutnym zdarzeniom na swieckim cmentarzu; jedynie szeregowiec Kluge pomagal zasypywac zwloki, ale potem dlaczego, po co? zeznal o tym, co widzial i w czym uczestniczyl, swojemu przelozonemu w obecnosci innych oficerow lekarzy. Podporucznik Moller to, co spisal, zaadresowal do najwyzszego dowodcy Wehrmachtu i Fuhrera narodu niemieckiego, Adolfa Hitlera . Czyzby zywil zludzenia, ze tak wojny prowadzic nie nalezy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *