DECYZJE

Jaysus, jak ja nie lubię tych całych DECYZJI.

Albo czekam do ostatniej chwili z ich podjęciem, co, po przemyśleniu w ilości zdecydowanie za dużej, kończy się wykończeniem. I to wykończenie mnie do decyzji zmusza, ale niekoniecznie odpowiedniej. Bo decyzji nie podejmuje się wykończonym, zestresowanym i z głową kipiącą od myśli.

Albo podejmuję je spontanicznie i nazbyt pochopnie. Tak, wiecie, od razu. TAK SE decyduję w emocjach. A tego robić nie wolno. I największy paradoks jest taki, że ja to doskonale wiem. To w ogóle jest paradoks całej mojej osoby, że ja strasznie dużo wiedzieć lubię i bardzo dużo wiedzieć jest mi dane, a jednak z tej wiedzy nie korzystam. Dla siebie w sensie, bo innym zawsze chętnie doradzam. Co ciekawe, zazwyczaj dobrze, sądząc po pozytywnym feedbacku, który otrzymuję. Wierzcie lub nie, te wszystkie dziękuję, dobrze mi doradziłaś, pomogło wznoszą mnie do nieba i roztapiają na chwilę moje skute lodem serce.

Decyzje są TAKIE SE.

Są decyzje łatwe lub pozornie łatwe.
Łatwe to te, które są dla nas oczywiste, bo mamy wyklarowane jakieś tam preferencje.
Pozornie łatwe to na przykład te, co ubrać lub co ugotować. Niby nic takiego, a się człowiek głowi tysiące razy w życiu, każdego pieprzonego dnia.
Bywają też decyzje trudne lub pozornie trudne.
Trudne to często te, które wydają się nie mieć żadnego korzystnego rozwiązania. Wiecie, jak wybór między złem a mniejszym złem. Że tak jak Geralt, wolicie nie wybierać wcale.
Pozornie trudne to zaś te, które często podają nam rozwiązanie na tacy, tylko my go nie widzimy. Na przykład, kiedy jest nam źle gdzieś lub z kimś, a my się w ogóle zastanawiamy nie-wiadomo-nad-czym zamiast odejść.


Już w ogóle najgorsze w tych całych decyzjach są K O N S E K W E N C J E.
Niby nic takiego, podejmiesz dobrą decyzje będzie super, podejmiesz złą będzie masakra.

No niestety, kurwa, nie.

Czasem, jak podejmiesz złą decyzję, to w ostatecznym rozrachunku wychodzi ci to na dobre. Innym razem, jak podejmiesz dobrą, to sobie pocierpisz. Tych nie lubię najbardziej.

Dajmy na to podejmujesz decyzję, kierując się sercem. Ignorujesz rozum krzyczący NIEEEEE!, bo chcesz być dobrym człowiekiem. Człowiekiem czułym. (Pozdro dla Olgi Nobliwej). W konsekwencji dostajesz po dupie. Jak to mawiają: masz miękkie serce, to musisz mieć twardą dupę. TAK SE.
Innym razem stwierdzasz, że dobra będę rozgarniętym, dojrzałym człowiekiem i podejmę przemyślaną, logiczną decyzję. Kierując się rozumowymi wnioskami, plusami, minusami i innymi mądrymi gównami. Robisz tak, bo tak jest lepiej, przecież to jasne. I sobie jeszcze gratulujesz, że BRAWO JA!, że słuszna decyzja!

Co z tego, że chcesz, że masz nadzieję, że coś czujesz. Ale były ALE, a żadne ALE ci niepotrzebne. BRAWO TY! A potem cierpisz, po cichutku, w środeczku. Myślisz co by było gdyby. Bo to serce jednak nie daje ci spokoju. A rozum daje ci wtedy tylko suchara, którym się nie najesz, pod tytułem: Tak trzeba było postąpić. W nagrodę za swoje genialne postępowanie dostajesz masę wątpliwości, pytań bez odpowiedzi, trochę niepokoju, smuteczków i czasem jeszcze szczyptę łez. I pewnie nigdy się nie dowiesz czy NAPRAWDĘ dobrze wybrałeś.

DECYZJE SĄ TAKIE SE.
Jeszcze chyba kiedyś do nich wrócę, bo to temat-rzeka i mi się spodobał.
Chociaż ze mną to nigdy nie wiadomo.

TAK SE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *