Czasem zapominam

Czasem zapominam,

co miałam zrobić,
po co weszłam na górę,
odpisać na wiadomość,
jak należy się zachowywać,
w którym języku aktualnie rozmawiam,
powiedzieć Alexie, żeby mi przypomniała
oraz, najwyraźniej, że mam bloga.

Jak sobie czegoś nie zapiszę to istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że tego nie zrobię.

Dlatego jestem specjalistą od wszelkich notatek i planów. Mam całą masę kartek z listami, punktami i podpunktami. Ma to związek z tym, że lubię mieć wszystko pod kontrolą. Rozumiem już mniej więcej z czego to wynika i uczę się żyć z tym w zgodzie. Coraz bardziej dociera do mnie, że w zasadzie wszystko poza moim zachowaniem i reakcjami jest POZA MOJĄ KONTROLĄ.

Czasem zapominam - karteczki
Photo by Kelly Sikkema on Unsplash

Czasem zapominam jak mam dobrze.

Myślę, że to zdarza się każdemu. Trzeba sobie wtedy przypomnieć i wbić do tego zakutego łba, jak głosik w głowie wmawia, że jest kiepsko. Najlepszym lekarstwem na tego typu dolegliwości jest wdzięczność. Świetnym sposobem na poprawę nastroju i życiowej satysfakcji jest prowadzenie dziennika wdzięczności. Ja codziennie, jak nie zapomnę, poświęcam chwilę na refleksję i wymieniam sobie 5 rzeczy, za które jestem aktualnie wdzięczna.

W tej chwili są to:

1. Kawa, którą popijam, nie jakaś fancy speciality tylko parzucha, zwyczajna kawowa kawa.
2. Precle w białej czekoladzie, które zaraz się skończą, bo pochłaniam je w błyskawicznym tempie jako, że są moim ulubionym słodyczowym odkryciem północnoirlandzkiego Tesco.
3. Stary, gruby, szary, rozciągnięty w nieskończoność sweter, w którym mi przytulnie i ciepło.
4. Umierający laptop, na którym piszę ten tekst, a wcześniej powstało ich setki, mając nadzieję, że jednak dotrwa do końca, a najlepiej do czasu zakupu następcy.
5. Sentymentalna polska sałatka jarzynowa, która zrobiłam rano i nie mogę się doczekać, aż zjem pół miski.

Czasem jeszcze zapominam ugryźć się w język.

Jestem pyskatym komentatorem chyba od kiedy umiem mówić pełnymi zdaniami. Nieraz żałowałam, że nie zamknęłam swojej niewyparzonej gęby i wypluwałam wszystko, co mi ślina na ten szorstki język przyniosła. Zdarza mi się to jednak dużo rzadziej, bo uświadomiłam sobie, że w większości przypadków nie ma co tracić energii na jałowe dyskusje. Milczenie czasem naprawdę okazuje się złotem.

Zapominam o bożym świecie i myślę o niebieskich migdałach.

I mogę tak spędzić wieki całe. A scenariusze w moje głowie nigdy się nie kończą. Muszę nad tym panować, dlatego stosuję kilka technik sprowadzania się na ziemię, do chwili obecnej. Bo inaczej to jeszcze bym się mogła odkleić na dobre.

Zdarza się też, że nie zapominam, choć bardzo bym chciała.

TAK SE.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.