BRYTYJSKI DOM

No więc jestem i TAK SE żyję w tej małej mieścinie w Irlandii Północnej. Czyli w Wielkiej Brytanii. Tak, to jest UK i ja nie wdaję się w dalsze dyskusje, bo nie jestem specjalistą. Wiem tylko, że zabrali, że podziały polityczne, religijne i że spina jest. Wiem to od mojego Irish friend, który mi trochę objaśnia otaczającą mnie, dla mnie zupełnie nową rzeczywistość.

W mojej mieścinie powietrze pachnie krowim plackiem. Myślałam, jak tu przyjechałam, że to akurat teraz i akurat tu, ale już wiem, że tu wszędzie tak pachnie. That’s just Ireland. Ale ja tam wolę zapach krowiego gówna od zapachu spalin i budowy, którym raczyły się moje nozdrza (a co za tym idzie płuca) w Polsce.

Mieszkam sobie tu w pięknym domu na osiedlu marzeń. Tu wszystkie, no prawie wszystkie domy tak wyglądają. Są cudne i dziwne jednocześnie. TAKIE SE. Trzeba się przyzwyczaić.

Nauka brytyjskiej posesji umilała mi pierwsze dni tutaj.

W sumie to umila nadal, a jestem tu już miesiąc. Jest zabawa, prawda, a lot of fun. Może jesteście tacy światowi i wiecie o tym wszystkim, ale dla mnie to jest taka BEKA, że muszę to opisać.

Najmniej zaszczytne pomieszczenia w domu to oczywiście tak zwane kible. (Wiem mamo, że jest tyle ładniejszych określeń na Komnatę rozkoszy, ale zrozum, ja nazywam je kiblami.)
Kible są tu w liczbie dużej w jednym domostwie. U nas wypada po jednym na osobę, a mieszkamy w trójkę. A co tam – jebać biedę. Pomieszczenia te są dla mnie przezabawne. Pierwsze, co zauważyłam to włączniki. Żeby włączyć światło to ja, proszę was, pociągam za sznurek zwieńczony plastikowym dynksem. I mnie to bawi niemiłosiernie cały czas, niezmiennie.

Druga ciekawa sprawa to brak gniazdek w toaletach. Twój dom mówi ci: Nie zabijesz się tutaj połączeniem wody i prądu. Idź sobie suszyć włosy gdzieś indziej. W ogóle to te gniazdka nadal mnie zaskakują, bo muszę je włączyć, musi być ON. Ja sobie coś podłączam, na przykład telefon, i idę w siną dal, a potem się dziwię oraz lekko na siebie denerwuję, że jak mogłam się jeszcze nie nauczyć. A telefon rozładowany.

No i jeszcze te cholerne przejściówki. Bo jak przyjeżdżasz z Polski to musisz mieć przejściówki, a jak jesteś mną to nie masz. Potem to już będziesz kupować elektronikę w UK standard.

Ciekawy jest też sposób segregacji śmieci na moim osiedlu marzeń. Mamy trzy biny:
1. Śmieci ogólne
2. Odpady bio
3. Segregacja 3w1, czyli szkło, papier i plastik.
Creepy, nie?

Nie mogę też nie wspomnieć o oleju.

Bo tu jest ogrzewanie NA OLEJ. W ogródku stoi sobie zbiornik na olej i go tam właśnie należy dolewać. Jak jesteś milionerem to możesz zamówić cysternę, przyjadą panowie i zatankują na fula. Jak jesteś śmiertelnikiem to, jak Bartek (podobno głowa naszej małej rodziny), który robi takie rzeczy, jedziesz na stację, napełniasz butle i dolewasz. Własnoręcznie. Żeby było ogrzewanie i w naszym przypadku jeszcze ciepła woda. Z ciepłą wodą też są jaja, bo ją sobie trzeba sobie włączyć, zanim pójdzie się myć, najlepiej jak już wiesz, że masz taki zamiar. Ale ja to JA, nie ma co ukrywać – Nieogar. Na szczęście moi domownicy mnie znają na wskroś, więc jak słyszą, że kręcę się w pobliżu którejś łazienki w domu rozbrzmiewa: Włączyłaś wooodę?! I zapierdalam wtedy na dół w podskokach, żeby tam kliknąć tę wodę.

Podsumowując, dla mnie brytyjskie domy są TAKIE SE.
Są super, bo są piękne i duże, mają ogródki i ponadprzeciętną ilość kibli.
Bywają też dziwaczne, czasem przerażające, takie creepy.
Przynajmniej dopóki się do nich nie przyzwyczaisz.

TAK SE.

brytyjskie domy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *